piątek, 27 kwiecień 2018

KARKONOSZE O KAŻDEJ PORZE

Z okna Wysokiej/szczyty Karkonoszy Z okna Wysokiej/szczyty Karkonoszy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Szklarska Poręba wzbudziła we mnie zachwyt od pierwszego wejrzenia, kiedy pojawiłam się tam z Lisem kilkanaście lat temu. Mimo znikomej radości z narciarstwa to tu stawiałam jedne z pierwszych poważnych kroków na nartach i tu również na nartach poważnie się wywróciłam. Mimo gorszych doświadczeń chciałam kiedyś odwiedzić ten górski kurort latem, widząc plusy pięknych krajobrazów, z nadzieją na długie piesze wycieczki. I latem pojawiliśmy się tu, gdy byłam w 7-mym miesiącu ciąży i wtedy o trekkingach mogłam jedynie pomarzyć. Trzeba było tu wrócić kiedy indziej.

Minęło parę lat, trasa na Wrocław z Warszawy zmieniła się nie do poznania i początkowo nieskończenie długi odcinek do Szklarskiej można było pokonać niemalże w mgnieniu oka.

JAKUSZYCE NA BIEGÓWKACH

Najpierw za namową znajomych zjawiliśmy się na terenie Karkonoszy, by spróbować swych sił na biegówkach. Wydawały się nam mniej kontuzyjne a na pewno nieinwazyjne dla kolan. Tak się złożyło, że w pobliskich Jakuszycach odbywał się 41 bieg Piastów, w których startowała nasza ukochana, polska biegaczka - Justyna Kowalczyk. Etapów startu było parę i każdy chętny mógłby spróbować tu swych sił na kilkudziesięciokilometrowej trasie. W Jakuszycach panował pewnego rodzaju mikroklimat, bo o ile w 2017 r. pięknej, śnieżnej zimy w Polsce nie zaznaliśmy, tak w Jakuszycach śniegu było sporo a i słonko powodowało, że człowiek nie marzył.

Wypożyczyliśmy sobie sprzęt i instruktora dla Julka (instruktor na godzinę, a dał drugą w cenie, bo dziecko polubił i mu się nudziło). Zatem rodzice bezstresowo mogli skupiać się na swoich upadkach, widząc kątem oka syna zapatrzonego w dziadka-instruktora, który miał do niego świetne podejście. Następnego dnia bez starszego pana nie był już taki chętny do jazdy a nasze uwagi działały mu na nerwy. Czyli warto zainwestować, nie jest to duży koszt a efekty widać po chwili.  Tuż za Szklarską Porębą w agroturystyce znajomych znajomych spędzaliśmy miło czas w towarzystwie innych zapalonych sportowców-rodziców i ich dzieci.

Fot. Jakuszyce zimą 2017.

KARKONOSZE WIOSNĄ

Na powrót w te rejony nie musieliśmy długo czekać, bo zdarzyła się okazja, iż przypadkiem od znajomej otrzymałam namiary na jej siostrę, która od lat prowadzi agroturystykę niemalże w centrum Szklarskiej. Do centrum było 5 minut spacerem, a mimo wszystko domostwo otoczone było lasem i ogromnym ogrodem. 2 miesiące później odwiedziliśmy zatem Szklarską w maju. Kiedy dotarliśmy do Wysokiej 5 z wrażenia otworzyliśmy buzie i oczy. Piękne, stylizowane na góralskie lecz nowoczesne i z gustem urządzone wnętrza zachwyciły przywołując w pamięci romantyczne polskie komedie z takimi posiadłościami. Pozostał ostatni 4-osobowy pokój na parterze, z prywatną łazienką, stołem do biesiadowania w pokoju oraz współdzielony aneks kuchenny z lodówką. Gospodarze powoli szykowali się do sezonu, przygotowując kolejne obiekty do wynajmu na swoim terenie. W oddali szumiała rzeka.

Szybko odkryliśmy ścieżki - skróty do centrum i przechodząc przez rzekę po chwili znajdowaliśmy się na głównej ulicy miasteczka. Na miejscu zlokalizowaliśmy przeróżne restauracje do przetestowania, kawiarnie, sklepiki z pamiątkami i sklepy spożywcze. Wszystko na wyciągnięcie ręki.

SZLAKI TURYSTYCZNE SZKLARSKIEJ PORĘBY

Mieliśmy 3 dni na miejscu, więc skusiliśmy się na te najbardziej popularne, testując naszego 6-latka do pokonywania trudniejszych, górskich tras.

Na pierwszy ogień poszła trasa na Szrenicę mijając po drodze Wodospad Kamieńczyka. Ten odcinek przypominał pielgrzymkę do świętego miejsca. Piękna pogoda przyciągnęła tu bowiem tłumy. Ciężko było się nawet mijać na szlaku. Większość trasy, po terenach wiodących wzdłuż rzeczki, wiodła później po kocich łbach. Tu przed oczami wyrosły nam najpierw stragany z pamiątkami góralskimi i smażone oscypki. Dalej wiodła już kolejka do wejścia na kładkę prowadzącą w dół pod wodospad. Będąc w ciąży mieliśmy większą przyjemność zobaczenia go z bliska. Z kaskiem na głowie można było poczuć moc wody pryskającej na twarz. Tym razem rzuciliśmy okiem jedynie z górnych partii, parę fotek i zmierzaliśmy dalej. Julek zaczął marudzić. Trzeba było wymyślać zadania, zagadki, zachęcać do pokonywania słabości. Co jak co, ale on zawodowy piłkarz na pewno miał więcej pary od nas ale mu się nie chciało. Nie widział sensu. Z czasem po obu stronach pojawił się śnieg, a kawałek dalej szlak spowity był śniegiem i lodem.  Szło się coraz ciężej walcząc z grawitacją i ślizgającymi się traperami. Gdy na horyzoncie zauważyliśmy schronisko, trzeba było założyć słoneczne okulary, bo moc słońca w połączeniu z oślepiającą bielą śniegu to mix dla oczu, który powodował nas niemalże niewidomymi. Otoczeni wydawało się nierealistyczne. Bardzo ciepło i ten śnieg po kolana. Podejście pod kolejkę wydawało się nie lada wyczynem. W ślepocie, wietrze i słońcu zarazem. Dopchaliśmy się pod ladę knajpy zajadając przekąski. W dół musieliśmy już zjechać, ale i stanie w kolejce do swojego krzesełka i sam zjazd w przerażającym zimnie dał nam w kość. Na dole potrzebowaliśmy trochę czasu by się ogrzać.

Fot. Trekking w śniegu, Karkonosze 2017.


Następnego dnia zaplanowaliśmy wejście na Łabski Szczyt. Początek szlaku wiódł przez piękny zielony las, po dość prostym odcinku, który powoli zaczął piąć się w górę po kamykach rozrzuconych po wodzie spływającej z gór. Na dalszym odcinku również zastaliśmy śnieg i piękne okazy skamieniałości typowe dla Karkonoszy. Szlak również zajął nam trochę czasu, więc zakończyliśmy go w schronisku Pod Łabskim Szczytem. Można było kontynuować trekking aż do Śnieżnych Kotłów czy Wielkiego Szyszaka. Tym razem było to niemożliwe ze względu na pokonywanie tej trasy z dzieckiem i śniegiem po pas.

Okolice Szklarskiej oferują mnóstwo innych pięknych tras turystycznych. My na nie nie mieliśmy już czasu a zdecydowanie ciekawym kierunkiem wydawał się spokojny i malowniczy szlak do Wodospadu Szklarki. Obecnie był jeszcze dość szarawy po zimie. W okresie późnym wiosennym i letnim musi prezentować się bardzo soczyście:).

W kierunku Jakuszyc można udać się na trasę do Sztolni dawnej kopalni pirytu oraz zobaczyć słynny Zakręt Śmierci.

Fot. Na Łabski Szczyt oraz atrakcje dla dzieci w Szklarskiej Porębie, 2017.

ATRAKCJE DLA DZIECKA

to poza szlakami górskimi, które dziecko polubi lub nie (ale warto spróbować:), Szklarska Poręba oferuje Park Linowy Trollandia, czyli jak sama nazwa mówi oferuje trasy podniebne w podwieszeniu. Graniczącym z tym parkiem jest Park Rodzinny Esplanada. Tu dla odmiany z wiatrem we włosach można skorzystać z toru saneczkowego (tzw. alpejski coaster), pospacerować po zalesionym parku, by na samej górze, tuż przy zadaszonej estradzie pograć w golfa (również dzieci albo przede wszystkim:), skorzystać z placu dmuchańców, wieży emocji, trampoliny, mini samochodów czy innych atrakcji typowych dla lunaparku. Rodzice mogą zasiąść na tarasie-dachu kawiarni/ restauracji Parku obserwując swe pociechy i delektując się widokiem na Góry Izerskie.

W sezonie letnim na Skwerze Radiowej Trójki również mają miejsce różne atrakcje. Jeśli macie chęć zaserwować kolejne atrakcje swoim dzieciom, w Szklarskiej znajduje się chociażby Park Dinozaurów (nie byliśmy, więc nie oceniam).

KOLOROWE JEZIORKA

koło Bolkowa, to przepiękny park kolorowych jezior (jak sama nazwa mówi), do których dotarliśmy za namową gospodarzy z Wysokiej 5 wracając ze Szklarskiej w kierunku Warszawy. Ta przerwa w drodze powrotnej to był strzał w dziesiątkę. Za 5-złotową opłatą za parking (im dalej tym lepiej bo mniejszy odcinek do bram wejściowych do parku) wkraczamy na teren nienaturalnych wód. Ich kolor wydaje się być sztuczny i celowo zabarwiony przez człowieka. Nawet przyszło mi do głowy, że nie ma sensu jechać do Chorwacji nad Jezioro Plitwickie, w kolejce przemierzać o świcie kładki parku by zobaczyć mniej odcieni wody niż tu. I to za 5 zł! Tu, niczym w bajkowej scenerii biegamy wśród leśnych krajobrazów, mchu, grot, brązowych, żółtych, zielonych i lazurowych wodnych oczek, wspinamy się po pagórkach porosłych korzeniami drzew a nawet zmierzamy szlakiem do Wielkiej Kopy (871 m n.p.m.) - najwyższego okolicznego wzgórza. Stąd rozpościera się widok na Rudawy Janowickie. Przed powrotem do samochodu posilamy się menu z bogatej oferty drewnianej kanciapy przy wejściu do parku. Rozstawione tu stoją drewniane ławy, stoły i parasole, jak za lat dzieciństwa. Są pyszne naleśniki, pierogi, kiełbaski smażone. Co dusza zapragnie:)! Usatysfakcjonowani wracaliśmy do Warszawy.

Fot. Kolorowe Jeziorka pod Bolkowem, 2017.

Znacie te rejony Polski? Jak Wam się podobają?

Wyświetlony 801 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 18 listopad 2019

6 komentarzy

  • Asia
    Asia wtorek, 05 marzec 2019

    To są kubki z Bolesławca. Właściciele kwatery mają u siebie całą taką porcelanę:). A Julek miał wtedy właśnie około 7 lat. Wiesz, jego tata to fizjoterapeuta więc krzywdy dziecku nie dałby zrobić:)

  • Agnieszka
    Agnieszka wtorek, 05 marzec 2019

    Jakie piękne kubki!
    Szklarska poręba to moje dzieciństwo. A ile Julek ma lat? Mi instruktor ostatnio powiedział, że biegówki od 7 roku życia, bo kręgosłup musi być dobrze wykształcony.

  • Marcin
    Marcin wtorek, 05 marzec 2019

    Zgadzam się totalnie - Wspaniałe miejsce na mapie Polski!

  • Asia
    Asia czwartek, 28 luty 2019

    Tak, te jeziorka są niesamowite. Polecili nam je gospodarze kwatery w Szklarskiej. Zaskakujące, że nie słychać o nich bardzo, a by naleźć się na ich terenie, trzeba jedynie zapłacić za parking 5 zł.

  • antekwpodrozy.pl
    antekwpodrozy.pl czwartek, 28 luty 2019

    Te kolorowe jeziorka są wprost niesamowite. Nawet nie wiedziałem, że takie miejsce mamy w Karkonoszach :)

  • Ewa
    Ewa czwartek, 28 luty 2019

    Zupełnie nie znam tych rejonów Polski, chociaż prezentują się zacnie. Najciekawsze dla mnie te kolorowe jeziorka, niesamowite! Co do biegówek z kolei, to kiedyś probowalam ale strasznie mnie po nich bolały... piszczele, więc odpuściłam :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.