Zajechaliśmy za daleko, by zmieniać założony już plan.
![]()
Fot. Tulcan, Ekwador
W jednej z kafejek internetowych, by uspokoić nerwy, poprosiliśmy pracownika o wydzwanianie na lotnisko w Tulcan z zapytaniem o samoloty do Cali. Byliśmy przekonani, że najgorszym odcinkiem w drodze do Kolumbii jest jej granica i południowa część kraju. Trasa z Cali w kierunku Morza Karaibskiego nie miała już takiej złej renomy. A przez to, że nie planowaliśmy zwiedzać tego kraju, nie przyszło nam nawet do głowy, by sprawdzić, czy Polacy w ogóle mogą podróżować po nim bez wizy. Można.. uff.. Ale na nowo na stronach MSZ przestrzegano przed niebezpieczeństwem napadu, rabunku itd. Potem Krzysiek nakrzyczał na mnie, że to był mój pomysł z tą Kolumbią, ale jak się uniosłam, odwołał ten głupi wymysł i przeprosił.
ZA GRANICĄ KOLUMBIJSKĄ
“Klamka zapadła”. Nie było samolotu, więc za chwilę pędziliśmy taksówką do granicy po stronie ekwadorskiej. Dwa kraje oddzielał most. Kierowca zostawił nas po jednej jego stronie z informacją, że dalej musimy iść już na piechotę. W pobliskiej WC założyłam przylegający do ciała portfel z pieniędzmi. Tak na wszelki wypadek.. Przeprawa.. jak zwykle przesadzona emocjonalnie. Urzędnik po stronie kolumbijskiej wyjął rejestr krajów, sprawdził czy jest konieczność posiadania wiz w naszym przypadku i fru.. Coś do czego musieliśmy przyzwyczaić wzrok po wjeździe do Kolumbii to wszędzie stacjonujące wojsko. Po chwili jednak i to dawało nam sporą dawkę poczucia bezpieczeństwa ale i nakręcało spiralę adrenaliny. I jeśli nawet zdarzały się przypadki zatrzymań przez mundurowych, przeszukiwano najczęściej mężczyzn a rzadko turystów. W wielu sytuacjach dla młodych Kolumbijczyków to była kolejna okazja do flirtu.
![]()
Fot. Ipiales, Kolumbia
Z Tulcan kolumbijska już taksówka zawiozła nas do Ipiales, skąd mieliśmy kontynuować podróż autobusem do Pasto. Wszystko sprawnie, bez większych emocji, normalnie. Terminal autobusowy w Ipiales ładny i schludny a autobus elegancki i mały. Widoki za oknem przepiękne, ale emocje nie pozwalały do końca się nimi delektować. W Pasto planowaliśmy spędzić tylko noc, by następnego dnia ruszyć znowu do Cali. Unikaliśmy podróży nocą, by zredukować do minimum ewentualne ryzyko napadu, któremu sprzyjał zmrok.
W Pasto odczuwaliśmy “nieprzyjemne fluidy”, choć nic takiego się nie wydarzyło. Może powodował to fakt mieszkania przy stacji autobusowej (konieczność porannego kontynuowania podróży spowodowała, iż uznaliśmy za bezsensowne lokowanie się gdzieś na oddalonej starej części miasteczka, tym bardziej że zbliżająca się noc i tak zmusiłaby nas do pozostania w hostelowym pokoju), towarzystwo z nią graniczące czy obecne wojsko, które na pytanie “esta peligroso aqui?” (Czy jest tu niebezpiecznie?), odpowiedziało po prostu “si”. Wieczór spędziliśmy w pokoju, szczelnie zamknięci na cztery spusty nasłuchując od czasu do czasu jakichś okrzyków zza ściany. Głowa potrafiła nieźle namieszać.. okazuje się, że wystarczy się nakręcić (bez przyczyny), by świat widzieć inaczej..
W DRODZE DO CALI
Wczesne śniadanie na terminalu autobusowym było miłym akcentem dnia. Dostaliśmy pyszne, ciepłe bułeczki serowe z równie smakowitą kawą. “Supertaxi”, na którą bilety zakupiliśmy dzień wcześniej, prawie punktualnie dowiozła nas na miejsce. Tym razem w trakcie podróży zatrzymywano nas aż trzy razy. Irytacja czy zdenerwowanie w nas nie rosło a w Krzyśku to nawet wzrastała niewytłumaczalna (choć bezpieczna) euforia na widok takiej ilości broni, moro, „twardzielskich” min żołnierzy. Gdy w trakcie jednej takiej rewizji żołnierz zapytał mnie:
- Ma Pani broń?
- Nieeee… - I zaczęłam się nerwowo śmiać, choć w sumie zabawne to nie było.
Później, gdy w jakimś miasteczku po drodze autobus opuszczała jakaś dziewczyna, przyszła się ze mną pożegnać, mimo że nawet koło siebie nie siedziałyśmy, już nie wspominając o jakiejś głębszej relacji. Było to miłe i zaskakujące. Nie przywykłam do tego w warszawskiej komunikacji. Co chwilę stykaliśmy się z bezinteresowną pomocą, uśmiechem czy rozmową. Czy taka ta Kolumbia straszna?
Fot. W drodze do Cali.
![]()
![]()
![]()