“Ksamil, Ksamil, Ksamil..” - obijało mi się o uszy  niejednokrotnie, gdy tylko w  gronie znajomych wspominaliśmy o odwiedzinach w Albanii, prosząc o rekomendacje od  tych, którzy ten kraj zwiedzili choć raz.

Do  samego  końca nie mieliśmy  planu na podróż po Albanii. Kusiły rejony Gór Przeklętych, lecz z młodym Julkiem uznaliśmy, że tym razem sobie darujemy.

Staje się coraz bardziej popularna wśród polskich turystów. To miks wielu kultur wynikający z bogatej historii (i wpływu greckiej, włoskiej czy tureckiej), kraj zróżnicowany przyrodniczo (z dostępem do morza, jezior, kanionów i przepięknych gór).

Niewielki kraj a tak wiele oferuje. Góry, największe bałkańskie jezioro, kaniony, morze, starożytne miasta, “weneckie” krajobrazy. Nasze kolorowe fotografie tylko to potwierdzają.

Gdy po raz pierwszy ujrzałam fotograficzne obrazy z tego miejsca, przecierałam oczy, czy to oby na pewno Bałkany a nie wietnamskie czy tajskie krajobrazy.

Uraczeni północymi atrakcjami czarnogórskiego wybrzeża kierujemy się na południe, do Starego Baru.

Świadomie zdecydowaliśmy się na spędzenie pierwszych paru nocy na północy wybrzeża Czarnogóry.

Odkąd wjechaliśmy w Bałkany, dawkowaliśmy sobie przeróżne przyrodnicze i kulturalne atrakcje danego regionu.

Niesamowity słowiański kraj łączący zachód ze wschodem Europy, pełen osmańskiej i austriacko-węgierskiej historii. Wielu kojarzy się z wojną domową lat 90-tych, po której pozostałości nadal zobaczyć można na ulicach miast BiH (Sarajewa czy Mostaru).

Słynny Stari  Most w Mostarze widziałam chyba  na setkach zdjęć na długo przed tym, jak pojawiliśmy się w tym największym mieście Hercegowiny.