UDAWALAWE NATIONAL PARK – LANKIJSKIE SAFARI

...które przerosło nasze oczekiwania. Już po pierwszych dniach podróży po Sri Lance wiedzieliśmy jedno — tutejsze parki narodowe są czymś absolutnie wyjątkowym i warto odwiedzić przynajmniej jeden.

Szczerze? Początkowo planowaliśmy zobaczyć ich więcej.

Dość szybko okazało się jednak, że choć sama Sri Lanka należy do krajów stosunkowo budżetowych, ceny safari potrafią mocno zaskoczyć. Wstęp do parków narodowych to zwykle koszt około 60 dolarów od osoby i ceny są praktycznie nienegocjowalne.

Dlatego wybór jednego miejsca miał znaczenie. I dziś mogę śmiało powiedzieć: Udawalawe okazało się strzałem w dziesiątkę.

Dlaczego wybraliśmy właśnie Udawalawe?

Na początku rozważaliśmy Wilpattu National Park, szczególnie podczas pobytu na półwyspie Kalpitiya. To jeden z największych parków narodowych Sri Lanki i miejsce znane między innymi z lampartów. Po wielu rozmowach z lokalnymi agencjami i znajomymi Polakami, którzy byli tam chwilę przed nami, zaczęliśmy jednak mieć wątpliwości. Pod uwagę braliśmy również bardzo popularny Yala National Park.

Ale im więcej oglądaliśmy nagrań z safari, tym bardziej mieliśmy poczucie, że to nie jest doświadczenie, którego szukamy. Dziesiątki jeepów ustawionych jeden za drugim, tłumy turystów i zwierzęta osaczone przez ludzi bardziej przypominały momentami safari w zoo niż kontakt z dziką naturą. I wtedy przypomniałam sobie, że kilka lat wcześniej moja przyjaciółka wróciła zachwycona właśnie Udawalawe. Mówiła o ogromnej liczbie słoni, spokojniejszej atmosferze i bardziej naturalnym doświadczeniu. Decyzja zapadła praktycznie od razu.

Udawalawe – dobra baza wypadowa przed safari

Naszą bazą wypadową była miejscowość Udawalawe, położona tuż przy parku narodowym. To niewielkie, spokojne miasteczko okazało się bardzo wygodne logistycznie. Znaleźliśmy tu sporo lokalnych restauracji, małych sklepów i punktów gastronomicznych, więc bez problemu można zrobić zakupy przed safari albo zjeść ciepły posiłek po całym dniu spędzonym w parku. To właśnie takie miejsca lubimy najbardziej — proste, lokalne i bez nadmiernej turystycznej otoczki.

Nocleg, który okazał się absolutnym jackpotem

Czasem największe podróżnicze perełki trafiają się zupełnie przypadkiem. Tak było właśnie tutaj. Zarezerwowaliśmy nocleg w spokojnym miejscu otoczonym bananowcami, nie wiedząc jeszcze, że jego właściciel — Deshan — jest aktywnym przewodnikiem safari i ma własnego jeepa. To był totalny jackpot. Nie tylko udało nam się zorganizować 6-godzinne safari w bardzo dobrej cenie, ale całość zakończyła się jeszcze domowym lankijskim lunchem przygotowanym przez jego rodzinę.

Do dziś pamiętam atmosferę tego miejsca:

  • ogród pełen tropikalnej zieleni,

  • spokojne wieczory,

  • lokalne śniadania przygotowywane przez mamę Deshana,

  • i poczucie, że trafiliśmy do miejsca dalekiego od masowej turystyki.

Patrząc później na innych turystów wracających z krótszych safari i anonimowych resortów, mieliśmy wrażenie, że naprawdę trafiliśmy idealnie.

Safari w Udawalawe – słonie dosłownie kilka metrów od nas

Sam park okazał się jeszcze lepszy, niż się spodziewaliśmy. Już po chwili zaczęliśmy spotykać słonie — pojedyncze, całe grupy, matki z młodymi. Niektóre znajdowały się zaledwie kilka metrów od naszego jeepa. Jeden ze słoni po kąpieli podszedł bardzo blisko, zaczął obwąchiwać nasze plecaki, a nawet nasze ręce. To był moment jednocześnie piękny i trochę surrealistyczny.

Najbardziej poruszył mnie jednak widok małych słoni pijących mleko matek w całkowicie naturalnym środowisku.

Bez barierek.
Bez sztuczności.
Bez pokazów pod turystów.

Po prostu dzika natura.

Nie tylko słonie – Udawalawe zaskakuje różnorodnością

Choć to właśnie słonie są symbolem tego miejsca, park okazał się niesamowicie bogaty także pod względem innych zwierząt. Byliśmy totalnie zaskoczeni liczbą pawi — momentami wydawało się, że są dosłownie wszędzie.

Poza nimi widzieliśmy:

  • kolorowe egzotyczne ptaki,

  • orły,

  • warany,

  • krokodyle wygrzewające się przy wodzie,

  • czaple i pelikany nad jeziorem,

  • wodne bawoły,

  • i oczywiście wszechobecne małpy.

Co ciekawe, to właśnie ogromne bawoły wodne wydawały się bardziej płochliwe niż słonie i często uciekały na widok naszego jeepa.

Safari, które było doświadczeniem, a nie atrakcją

Wiele osób traktuje safari jako punkt do „odhaczenia” podczas podróży. Dla nas Udawalawe było czymś zupełnie innym. Nie atrakcją. Doświadczeniem. Spędzenie kilku godzin pośród dzikiej przyrody, obserwowanie zwierząt bez tłumów i poczucie kontaktu z naturą zrobiły na nas ogromne wrażenie.  To był jeden z najlepiej wydanych pieniędzy podczas całej podróży po Sri Lance.  

Scoobie Doo i spokojne wieczory po safari

Wieczorami wracaliśmy do naszego małego resortu zmęczeni, ale totalnie zachwyceni tym, co zobaczyliśmy. I właśnie wtedy pojawiał się on — pies, którego od razu nazwałam Scoobie Doo. Codziennie przychodził na taras, siadał obok i towarzyszył nam podczas wieczornego odpoczynku. Niby drobiazg, ale właśnie takie małe momenty najczęściej zostają w pamięci najdłużej.

Czy warto odwiedzić Udawalawe National Park?

Zdecydowanie tak. Jeśli szukacie safari na Sri Lance, które daje poczucie prawdziwego kontaktu z naturą, ogromnej liczby słoni i spokojniejszej atmosfery niż najbardziej oblegane parki narodowe, Udawalawe będzie świetnym wyborem. To miejsce, które zostaje w głowie długo po powrocie. I jedno z tych doświadczeń, które przypominają, dlaczego tak bardzo kochamy podróże.

Lankijskie disco i tysiące nietoperzy

Po safari ruszyliśmy dalej — w kierunku południowego wybrzeża Sri Lanki i Tangalle. Nasz kierowca, polecony przez Deshana, okazał się równie barwną postacią jak cała ta podróż. Przez większość trasy puszczał lankijską muzykę disco, śpiewał razem z radiem i co chwilę wybuchał szczerym śmiechem. Trudno było się przy nim nie uśmiechać. W pewnym momencie zatrzymał samochód przy moście nad rzeką i kazał nam spojrzeć na drzewa. Najpierw usłyszeliśmy dziwny szelest i głośne szemranie. A potem kompletnie zamarliśmy. Wysokie konary drzew były dosłownie pokryte ogromnymi nietoperzami. Setki, a może tysiące zwisających zwierząt wyglądały jak scena z filmu przyrodniczego.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że widzieliśmy je w środku dnia. Zawsze wydawało mi się, że nietoperze ukrywają się wtedy w jaskiniach albo ciemnych miejscach. To był jeden z tych momentów podróży, których absolutnie się nie planuje — a które zostają w pamięci najmocniej.

Fot. Udawalawe Park Narodowy, 2026.

2 komentarzy

  • Asia
    Asia poniedziałek, 22 czerwiec 2026

    To niesamowite przeżycie, polecamy!

  • Rysio
    Rysio poniedziałek, 22 czerwiec 2026

    Zdecydowanie chcielibyśmy zobaczyć takie safari.

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.