A właściwie nam, bo do Bangkoku doleciała do nas rodzina z Polski.
Słynna Azjatycka stolica
Nasz Siamaze Hostel znajdywał się zaledwie parę minut od stacji metra, a to oznaczało ułatwiony sposób poruszania się po tak wielkim mieście, jakim był Bangkok. Mimo sporej odległości od centrum, stolica Tajlandii gwarantowała dobrą komunikację a nawet bardzo tanie taksówki (chociaż niestety również niewygrywające z zatłoczonymi ulicami). Nawet odbiór trzyosobowej rodziny (złożonej z samców) z oddalonego o 30 km lotniska, odbył się za pośrednictwem skoordynowanych linii metra i szybkiej kolei zwanej "skyline train". Ta ostatnia nawet stworzyła nam możliwość zobaczenia ogromnej metropolii aż po jej obrzeża z "wyższego piętra".
Na Bangkok daliśmy sobie dwa dni, by później jak najszybciej przenieść się gdzieś na południe kraju, na rajskie plaże. Zatem trzeba było dopasować się do wymogów powiększonej grupy, poznać jak najwięcej słynnej stolicy świata, nadać sobie tempo, by ze spokojem ruszyć dalej.
Aktywny Bangkok
Pierwszego dnia wybraliśmy się do centrum taksówką, by w polecanej agencji Lomprayah zakupić łączony transport na wyspę Koh Tao; zdecydowanie wybieraliśmy tę formę podróży z małym dzieckiem, a teraz w powiększonym składzie jej zalety rosły dwukrotnie. Polecono nam nocną podróż pociągiem do Chumphon, poranną (a właściwie o świcie) przesiadkę do autobusu podwożącego do portu skąd katamaran miał nas zabrać na wyspę. Nie musieliśmy o nic się martwić, tylko dobrze to zorganizować, porobić odpowiednie rezerwacje i wsiąść do pociągu.
GRAND PALACE I WAT PHRA KAEW
Odwiedziliśmy w pierwszej kolejności "klucz programu" Bangkoku, czyli Wielki Pałac znajdujący się na tym samym obszarze co Świątynia Szmaragdowego Buddy - Wat Phra Kaew (bilet całościowy kosztował nas 500 bahtów na osobę, dziecko poniżej 110 cm nie płaciło za wejście, odsłonięty nawet kawałek łydki turysty gwarantował konieczność wypożyczenia stosownego ubioru tuż u wejścia do atrakcji, na szczęście za owy ubiór zostawiało się jedynie zastaw pieniężny do zwrotu przy wyjściu, ale o to trzeba było zadbać samemu).
Kompleks zrobił na nas piorunujące wrażenie i prawdopodobnie żadna fotografia nie odda tego przepychu i bogactwa zdobień każdego detalu budowli tu usytuowanych. Można by tu spędzić tydzień i za każdym razem dopatrywać się nowych architektonicznych szczegółów. Od barw mozajek, złoceń, fikuśnych kształtów wieżyczek i postaci stojących im na straży można było dostać oczopląsu.
C.d.n. w kolejnym wpisie.
Fot. Zwiedzanie Bangkoku.


