Do Tajlandii można by przyjeżdżać co roku na wakacje i za każdym razem wybierać inne miejsca odwiedzin. A i tak odnosiłoby się wrażenie, jakby pierwszy raz w życiu przyleciało się do tego kraju. Tak bardzo jest zróżnicowany, zachwyca na każdym kroku i nie nudzi. Ja odkryłam, że samo przemieszczanie się po Tajlandii stanowi jedną z ciekawszych atrakcji, której możemy nigdzie indziej nie zaznać. I tak gdy z otwartą buzią chłonęliśmy podróż na wyspę Ko Muk wieloma odmiennymi środkami transportu, tak i teraz, zmierzając na najpopularniejszą w Tajlandii Ko Phi-Phi, z zaskoczeniem wsiadaliśmy na kolejne szybkie łodzie, jakimi nigdy w życiu się nie przemieszczaliśmy.
Widowiskowy transport morski
Czy wyobrażaliście sobie przystanek autobusowy w drodze do pracy, otoczony egzotyczną roślinnością, z widokiem na lazurowy ocean i majaczące w oddali wysepki rozrzucone po nim? Czując na plecach powiew nadchodzącego upalnego dnia? Wsiadając do transportu w krótkich spodenkach, bez butów, gdyż była to szybka motorówa, która nie dopływała do brzegu (by nie ugrzęznąć w piachu) a trzeba było do wysokości tyłka wejść do wody, by na nią wskoczyć? My na takim byliśmy, ale - na szczęście - nie zmierzaliśmy do pracy, tylko na kolejne parodniowe wakacje na rajskiej tajlandzkiej plaży.
WYBÓR SZYBKIEJ MOTORÓWKI
Gdy podczas jednego plażowania na Ko Muk byliśmy świadkami przedpołudniowej "dostawy" nowych turystów na wyspę właśnie taką motorówką, wiedzieliśmy, że tak będziemy podróżować dalej. Z zachwytem obserwowaliśmy szybką "kropkę" zbliżającą się w zawrotnym tempie do brzegu, by odebrać nas z plaży i zabrać we wskazane przez nas miejsce. Motorówka była wyposażona w 3 silniki, każdy po 250 koni mechanicznych. Moc była z nami. Zahaczając o archipelag wysepek Trang, wysadziliśmy część turystów na kolejnej słynnej Ko Ngai, by po półtorej godzinie nieustającego prucia wśród lazurowych wód, a potem wąskim korytem przypominającym rzekę wśród bardziej europejskiej roślinności zatopionej w wodzie, dotrzeć do "stolicy" archipelagu - Ko Lanta. Swoją ekonomiczną "przewagę" prezentowała poprzez zbiór drewnianych knajpek ustawionych na palach wzdłuż przystani łodzi i motorówek. Była to największa spośród Wysp Trang i najbardziej "miejska".
KIEDY PŁYWAĆ POMIĘDZY WYSPAMI?
Tu przesadzono nas w mniejszą motorówkę i o mniejszej mocy, lecz nie odczuliśmy różnicy, gdyż od tego momentu morze wydawało się być bardziej wzburzone i niespokojne. Musieliśmy nawet głębiej zasiąść w motorówce, by a nuż nie podskoczyć zbytnio na "falowych" przeszkodach i nie wylądować gdzieś na środku morza. Na południu kraju informowano nas o złych warunkach pogodowych, utrudniających przeprawę między wyspami przed listopadem. Morze miało być wtedy bardziej wzburzone i niebezpieczne. Jak widać daliśmy radę i w niecałą godzinę byliśmy na najbardziej imprezowej (jak się potem okazało) wyspie Tajlandii - Ko Phi Phi.
Fot. Transport po Archipelagu Trang (2014).