RIWIERA ALBAŃSKA - HIMARE

Do  samego  końca nie mieliśmy  planu na podróż po Albanii. Kusiły rejony Gór Przeklętych, lecz z młodym Julkiem uznaliśmy, że tym razem sobie darujemy.

Północne wybrzeże kraju usilnie nam odradzano: bo biednie, nic nie ma, najciekawsze miejsca do plażowania zaczynają  się od Durres, lepiej zmierzać ku Riwierze Albańskiej. 

Ponownie postawiliśmy na spontan. Nie rezerwowaliśmy noclegu  z góry (ryzykując brakiem miejsca w ciekawszych lokalizacjach), widzieliśmy  zarys trasy wskazywanej przez GPS, więc mając świadomość  jazdy wzdłuż linii brzegowej byliśmy przekonani,  że wybierzemy coś na “piękne oczy”. 

Objeżdżając Jezioro Szkoderskie od północnych krańców, mogliśmy  długo cieszyć oczy jego  taflą. Pokonywanie trasy miało nam zająć 6,5 godziny, a przejazd graniczny w środku tygodnia okazał się po raz kolejny strzałem w dziesiątkę. Żadnych kolejek! 

PRZEJAZD PRZEZ KRAJ WYBRZEŻEM

Północne wybrzeże, w moim odczuciu, bynajmniej do  najbiedniejszych nie należało. Porównałabym je do takich podmiejskich terenów przemysłowych: mnóstwo hal, warsztaty  samochodowe i  myjnie  (wyrosłe jak grzyby  po deszczu), co  jakiś czas barokowy hotel na tle niezadbanych terenów pełnych chaszczy, zupełna drogowa samowolka, gdzie na “autostradzie” trzeba było przywyknąć do rond i  większego “pierwszeństwa” wciskających się  do  ruchu z prawej. Żadnych “kamikadze” wybiegających na drogę, osiołków pędzących pod prąd czy stad kóz znikąd.  Pierwsze turystyczne rejony pojawiły  się w Durres. Kurort przypominał taki, co  to swoją świetność przeżywał w latach 80-tych. Pełno bloków z apartamentami. 

Gdy wjechaliśmy w luksusowe Vlore szczęka opadła wszystkim. Ekskluzywne butiki, niskie  palmy, zadbana szeroka plaża, sporty wodne, mnóstwo turystów z całego świata świecących opalonymi ciałami okrytymi markowymi ubraniami. Dosłownie Miami! Nie  pasowało  mi to do bałkańskiego obrazku. Jedziemy dalej. 

Gdy na drogę wjechał  zawalidroga, czas ciągnął się niemiłosiernie. Na szczęście widoki z okna auta rekompensowały zrezygnowanie.  Docieramy do  widowiskowego  Parku Narodowego Llogara. Wjeżdżamy wysoko w góry wśród zalesionych serpentyn. Otoczenie zachwyca, ale  i przeraża, bo  nachylenie drogi momentami jest tak duże, że samochód odmawia posłuszeństwa  na podjazdach. Jest mocno obciążony (głównie campingowym ekwipunkiem),  hamulec ręczny  nie działał do końca sprawnie, na błotniku siedział nam Albańczyk a z naprzeciwka drogę ścinał  autobus.  Dotarliśmy do  szczytu tej trasy i  pozostało wyłonić się z lasów i  z ulgą zjeżdżać ku  morzu z widokiem na  greckie Korfu.Na pocieszenie, po tej adrenalinowej  przeprawie przy drodze przechodzi stado kóz. Jeszcze tylko  wąskie dróżki wśród klimatycznego Dhermi na wzgórzu z widokiem na morze i po chwili dojeżdżaliśmy do Himare

CAMPING HIMARA

Im bliżej południa, tym było goręcej i bardzo marzyło nam się w końcu wykorzystanie całego namiotowego majdanu. Mijając wzgórze z majaczącymi na szczycie ruinami zamku, skierowaliśmy się ku  plażom. Tu pojawiły się pierwsze apartamenty. Okazało się, że wracający do nich plażowicze byli  pochodzenia polskiego  i od razu podzielili się informacjami:

- Nie ma szans na nocleg  tu. My  rezerwowaliśmy te apartamenty już w grudniu, bo przyjeżdżamy  tu od lat i mamy dobrą cenę - 50 euro. Wątpię, byście coś znaleźli. - normalnie byśmy się przejęli, ale nie takie sytuacje spotykały nas w podróży. Lisu skomentował: - Półroczne wyprzedzenie za 50  euro i to jest okazja? A do tego  jakieś 3 km od plaży. No nie wiem.. - Do tej pory najdroższy  nasz nocleg w Bałkanach ledwo dosięgał 40 euro i zazwyczaj znajdywał się  w magicznym miejscu w centrum wydarzeń.

Pinezki na  gpsie migały, gdy dotarliśmy do  kolejnego punktu. Ukryty od zgiełku, około 300 metrów od plaży, w gaju oliwnym znajdywał się camping. Zachodziliśmy w głowę,  jak  to możliwe, że takie piękne i rozległe miejsce nie jest  praktycznie oblegane przez turystów. Nie minęła chwila  jak poznaliśmy właściciela,  który  rozwiał  nasze obawy.  Dwóch braci prowadziło Himara Camping już od wielu lat, ale bliżej owego zameczka. To pierwszy sezon  jak przenieśli  się bliżej  morza, stąd miejsce nie jest jeszcze rozpopularyzowane. Dodatkowo mogliśmy przebierać w miejscach do rozłożenia  namiotu, całego campingowego  zestawu oraz samochodu przy jakimkolwiek oliwnym drzewie, blisko nowych toalet i za to wszystko płaciliśmy 18 euro. Właściciel zaprosił na wieczorną imprezę - urodziny brata, na której częstowano nas sangrią i przekąskami, leciała muzyka, odbywały się tańce i ogólnie wyczuwało się tu bardzo luźną, nienapiętą atmosferę, w której pieniądz zdecydowanie nie rządził. Po wielu rozmowach uznaliśmy, że nawet bracia nie są bardzo skorzy do reklamowania miejsca, ciesząc  się z bardziej odosobnionego campingu,  dającego  możliwość przyjemniejszego obcowania  z naturą i  ciszą.  W 100% to rozumieliśmy, dodatkowo widząc w kolejnych dniach pękające w szwach  nadbrzeżne campingi-dyskoteki, bez drzew, z wyliczonymi metrami na namiot, człowiek  na  człowieku i imprezy do samego rana, cieszyliśmy się z wyboru. 

I tak na 5 dób  wpadliśmy w nasz campingowy rytm, który szybko przypadł nam do gustu. Pobudka dość wcześnie, bo mimo drzewa chroniącego cieniem już od 6  rano  przez dach namiotu  dostawały  się do  środka  pierwsze palące promienie  słońca. Dodatkowo w tej  porannej ciszy, echem niosły się od morza różne odgłosy, łącznie z jakąś rodziną, która co poranek o świcie urządzała aferę. Było tak głośno, jakby nam ktoś krzyczał za namiotem. Z każdym kolejnym dniem, na szczęście, kłótnie zaczynały się coraz później. Higiena pod drzewkiem oliwnym, przy przyjemnych cykadach, wspólne śniadanie (zazwyczaj słodka wersja najlepiej nam wchodziła w tym upale), jakieś  indywidualne sprawunki (lektura, gry, relaks) i  spacer na plażę.  Wynajmowanie  leżaków z parasolkami (bez parasola ani rusz),  wylegiwanie się  na słońcu, kąpiele  z nurkowaniem (podczas których junior stał się fanem podwodnych akrobacji i obserwacji życia podwodnego), obiad w jednej z wielu przybrzeżnych, klimatycznych restauracyjek (codziennie owoce morza pod różną  postacią),  długie spacery w upale i wieczory na spokojnym campingu znowu wśród cykad. 

Fot. Riwiera Albańska, Himare 2021.

PLAŻE HIMARA/E

Nie mieszkaliśmy  w centrum miasteczka, a na jego obrzeżach. Z campingu najbliżej nam było na piechotę na plażę Livadhi. Tutaj też wzdłuż szutrowego “deptaka” ciągnął się sznurek knajpek. Plaża pełna była parasolek z leżakami. Oczywiście płaciło się za nie.  Między nimi  kręciło się sporo kelnerów z baru, do którego przynależały. To im płaciło się za wynajem, ale też obsługiwali kulinarnie (bądź też bardziej “napojowo”) swoich klientów podchodząc do leżaków. Podobny standard widzieliśmy w Czarnogórze

Na końcu plaży z lewej strony (patrząc od brzegu  na Livadhi) zaczynały się skały, wgłąb których utworzono drewnianą kładkę prowadzącą do restauracji i nocnej dyskoteki. Tutaj też przyjemnie było nurkować przy jedynej, tak okazale wystającej z wody, skałce. 

Gjiri i Akuariumit (zdjęcie główne artykułu) to  plaże oddalone od Livadhi o około półgodzinny marsz wzgórzem nad Himare. O  ile sama wyprawa nie stanowiła  dużego fizycznego  wyzwania samego w   sobie, tak przy wakacyjnych temperaturach każdy  krok przysparzał mnóstwo zmęczenia.  Niektórzy albańscy śmiałkowie próbowali pokonać te wąskie,  kamieniste kawałki  samochodem (często zwykłą osobówką). Cóż, podziwiam.. Bo  widziałam, jak nie raz kotłowali oponami w miejscu bez nadziei na wykaraskanie się z tej dramatycznej sytuacji. Tak czy inaczej,  by dotrzeć do  tych  plaż na pewno  należało się wysilić, a to powodowało, że w porównaniu  z  innymi  “miejskimi” były dość dzikie  i nieoblegane. Rajskie otoczenie przyrody, niezmącone dno pełne morskich skarbów wprost stworzonych do nurkowania to  coś  co lubimy najbardziej. W takie miejsce jednak warto wybrać  się  z większym prowiantem (by zaraz wygłodniałym nie wracać na  obiad) i zapasem wody. Ta ostatnia potrzeba jest ważna i przy wysokiej temperaturze (by  się oczywiście nawadniać), ale i czasem przemyć wodę po nurkowaniu w tak słonym akwenie wodnym. Tu na wybrzeżu znaleźliśmy kolorowe bunkry.

W  oddali majaczy plaża Jalës. Od naszej strony prowadzi  mała ścieżka do niej, a z głównej ulicy  ciut większa. Nie odważyliśmy się jednak dotrzeć do niej ani pieszo  ani samochodem widząc szutrową drogę z góry. Może kiedyś.. bo jest naprawdę egzotyczna i piękna. 

Po pięciu  dniach laby ruszamy w  drogę ku południowemu  wybrzeżu  Albanii, dalej jadąc wzdłuż Riwiery. Mijamy parę zatoczek. Najpierw oczy  przykuwa “podwodny” bunkier, dalej  wyłaniają się zatoczki i przylegające do  nich  plaże Porto Palermo (1, 2 i 3). Przy jednej z nich znajduje się port dla  jachtów a w tle majaczą ruiny Zamku Ali Pasha Tepelena. Dalej mijamy Borsh i jego plażę Borshit. Polecali ją nam znajomi, którzy  dosłownie  mijali się z nami wakacjami w Albanii. Ze wzgórza wygląda na  długą i  obsypaną białym piaskiem. My jednak  obieramy  kierunek na Ksamil i zarezerwowany  z góry apartament. 

Fot. Himare, pobliskie plaże i przejazd na południowe wybrzeże Albanii, 2021.

Praktyczne informacje o Albanii oraz mapę naszej podróży po niej znajdziesz tu

7 komentarzy

  • Asia
    Asia poniedziałek, 06 czerwiec 2022

    Przeprawa przez Albanię to przygoda sama w sobie. Można poczuć się jak w kinie akcji, co chwilę inny krajobraz, zniewalające widoki górskie, piękne zatoki, klimatyczne miasta na wzgórzach. Trzeba by było co chwilę zatrzymywać się na postój by tylko robić zdjęcia:)

  • fOTO podróże BPE
    fOTO podróże BPE poniedziałek, 06 czerwiec 2022

    Bardzo urokliwe miejsce . Przypomina zarówno chorwację , jak i Czarnogórę . Góry wokół zawsze robią dobrą "robotę"

  • zastrzyk inspiracji
    zastrzyk inspiracji niedziela, 05 czerwiec 2022

    Pięknie! Zdjęcie drogi wygląda bardzo spektakularnie. Co za widoki. Naprawdę wow :) Albania jest super 3

  • Asia
    Asia piątek, 03 czerwiec 2022

    Haha Marta, faktycznie te patologiczne okrzyki nas początkowo zaniepokoiły a potem irytowały, ale na szczęście z każdym dniem ustawały:)

  • Asia
    Asia piątek, 03 czerwiec 2022

    Tak, Albania jest naprawdę piękna, głównie poza utartym szlakiem:)

  • MarTaS
    MarTaS czwartek, 02 czerwiec 2022

    Pięknie tam :) , a te poranne rodzinne awantury to by chyba mnie z równowagi wyprowadzały kazdego ranka .

  • antekwpodrozy.pl
    antekwpodrozy.pl czwartek, 02 czerwiec 2022

    Kolejne piękne miejsce w Albanii. Planowałem kiedyś wyjazd, ale na razie się nie udało :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.