GORCE. KARPATY

Tegoroczna jesień nie oszczędziła nam wybuchu soczystych, złotych kolorów, a temperatura powietrza ponownie pozwoliła poczuć choć odrobinę lata (czy wiosny).

Tym razem na 3-dniowy urlop udaliśmy się w rejony Gorców (Karpaty), a dokładnie do miasteczka Limanowa. W mojej głowie przede wszystkim widniał plan zdobycia kolejnego szczytu, a nieznane mi wcześniej Gorce stwarzały ku temu okazję. Wyjątkowo sporo słyszałam w tym roku o Turbaczu (1314 m n.p.m) - najwyższym szczycie tego  parku. Co chwilę w sieci widziałam zdjęcia widokowe z tej góry. Potem trafiły tam moje przyjaciółki, które dodatkowo poleciły miejsce na weekend. 

A jako że mi smykałka do dobrych hotelowych ofert  nie  przeszła, znalazłam bardzo klimatyczny  hotel spa w Limanowej. Lecz jednocześnie do Gorców i na szlaki musieliśmy pokonać autem w granicach od 40 do 80 minut. Dosłownie “last minute” zarekomendowano mi  Lubań - 1211-metrową górę, lecz - rzekomo - z piękniejszymi  widokami ze szczytu dzięki wybudowanej tam wieży widokowej. Tak się również złożyło, że do Lubania  i niemalże 3-godzinnego szlaku mieliśmy 40 minut samochodem. 

OCHOTNICA DOLNA - LUBAŃ (1211 M NPM)

Po solidnym śniadaniu  w Hotelu  Limanova, ruszamy na Ochotnicę Dolną, skąd prowadziły aż dwa szlaki na Lubań - niebieski (6,5-kilometrowy odcinek) oraz zielony (oddalony od centrum, w kierunku Ochotnicy  Górnej, 7,7-km odcinek prowadzący przez Morgi 1036 m). Jest  niedziela, parking przy kościele w Ochotnicy  pękał w szwach, więc postawiliśmy auto przy Urzędzie Gminy, ok. 300 metrów dalej. Jednak niebieski szlak zaczyna się tuż za kościołem. Trzeba chwilami wytężyć wzrok, by dojrzeć oznaczenia.  Trasa początkowo wiedzie spokojnie po asfaltówce, by po chwili wejść w drogę szutrową w las. Im dalej, tym bardziej w las pełen jesiennych kolorów. Chwilami zastanawiamy  się, czy oby  dobrze idziemy, bo nikogo nie  mijamy na szlaku, a ten cały  pokryty jest w liściach. Trzeba uważnie stąpać, gdyż pod tą naturalną warstwą kryją się kamienie ślizgające się pod butami. Mijamy wąskie koryta ścieżki, polanę z pierwszymi otaczającymi nas wzgórzami, kręte drogi. Zaskakuje nas praktycznie nieustające strome nachylenie szlaku. Mamy w końcu do pokonania ok. 750 m przewyższenia. 

Czasami docierają nas odgłosy  jakby ciętego w oddali drzewa. Po chwili okazuje  się jednak, iż to dźwięk silnika motocykla crossowego. To oni  mogą jeździć po parku i jego szlakach? Może zatem Gorce nie są parkiem narodowym? Zaskoczenie potęguje się w drodze powrotnej, gdy na tym samym szlaku napotykamy się na: quady oraz terenowe auta bez problemu pokonujące tą samą drogę co my. Jest stromo, niejednokrotnie wąsko, a podłoże wyłożone jest grząskimi kamieniami. Aż dziw - z mojej perspektywy - że żaden z pojazdów nie ucierpiał podczas tych hardcorowych zjazdów. Docieramy do płaszczyzny i połączenia szlaku żółtego, czerwonego  i zielonego. Ta końcówka razem dociera do naszego celu. Jednak gdy widzimy ostatni odcinek, który mamy pokonać, jeszcze bardziej jesteśmy zaskoczeni. Mamy do przejścia naprawdę ostre podejście, niczym po pionowych schodach, na szczycie których wyłania się drewniana wieża. Na moje oko to jakieś 300-400 metrów. U stóp wieży od razu decydujemy się na wejście po jej stopniach, bo inaczej moglibyśmy się później nie zebrać do tego wyczynu:). Od schodzących w dół osób słyszymy, jak mocno wieje na górze, zatem zaciągamy na głowy czapki i kaptury. Widok na szczycie z wieży na Lubaniu przypomina bajkę. Na wyciągnięcie dłoni mamy przeróżne pasma górskie i mnóstwo wzniesień. Każda strona wieży prezentuje mapę poglądową ze szczytami górskimi, zatem kolejną zabawą staje się wynajdywanie a to tatrzańskiego: Gierlachu, Rys, czy Giewontu, babiogórskiej królowej czy gorczańskiego króla - Turbacza. Przejrzystość i słoneczna pogoda pozwala nam dojrzeć wszystko.  Jako że na Lubaniu mamy wieżę widokową i oddzielnie Lubań, schodzimy do  widzianej z lotu ptaka polany między  tymi  dwoma wzniesieniami. Tutaj pozostali turyści rozpalają ogniska i pieką kiełbaski, inni robią na polanie piknik, ktoś tam przyjechał jeepem po wertepach, my delektujemy się prowiantem. Ta część przeznaczona jest na bazę namiotową, także możliwość doczekania zachodu słońca, albo pobudki o wschodzie stanowi tu na pewno niezapomniane przeżycie. My postanawiamy chwilę zregenerować obolałe mięśnie i tą samą drogą wracamy do samochodu. Jako że tego dnia nastąpiła zmiana czasu na zimowy, mrok dopada nas po 16-tej. Nie decydujemy się również na dłuższy odcinek (szlakiem zielonym), gdyż na skrzyżowaniu wszystkich szlaków u podnóża Lubania ten odcinek pionowo idzie do góry. Chwilowo wolimy wybrać spadkową trasę:). 

W rezultacie, z odcinkiem do samochodu pokonujemy ciut ponad 15 km, na Lubań docieramy w niespełna 2 godziny a powrót zajmuje nam 1,5 godziny.

Fot. Trekking w Gorcach, na Lubań.

LIMANOWA

Trafiamy do miasteczka położonego w niewielkiej kotlinie otoczonej górami Beskidu Wyspowego, założonego w XV, bądź nawet XIV wieku, bo historycy ostatecznie tego między sobą nie uzgodnili. Wynikało to  z niechęci  do  zaakceptowania faktu, iż jej  początki zawdzięczamy niemieckim osadnikom. 

O samym mieście nie  wiedziałam wcześniej nic, stąd zaskoczona byłam jego niesamowitym rozwojem, ciekawą architekturą, nowoczesnym zagospodarowaniem, z jednocześnie  przepiękną i ogromną Bazyliką MB Bolesnej. Wieczorny spacer w dniu przyjazdu powoduje zachwyt nad Bazyliką (przypominającą mi raczej budowle rodem z Budapesztu), ciekawą budowlą punktu turystycznego na placu głównym i podświetlaną, kolorową fontanną tuż obok. Kolejnego dnia Sanktuarium odwiedzają moi rodzice, z fotografii których korzystam. Sam ołtarz, jak  i wystawa kopii wizerunków Matki Bożej z wielu sanktuariów świata, robią niesamowite wrażenie. 

TROCHĘ HISTORII LIMANOWEJ

Ogrom tak ciekawie zagospodarowanej Limanowej musiał z czegoś wynikać, zatem odszukałam parę ciekawostek na jej temat. Pierwszy  swój boom gospodarczy przeżywa za czasów Zygmunta II Augusta w 1565 r. zyskując prawa miejskie. Trwało to aż do potopu szwedzkiego i  pożaru miasta, po którym długo  nie mogło  się podźwignąć. Pod rządami austriackimi ponownie następuje ożywienie gospodarcze, dzięki rozbudowie kolei, rafinerii ropy naftowej i nowoczesnych browarów w latach 80-tych XIX w. Limanowa słynęła z targów koni a w 1924 r. z inicjatywy społecznej założono pierwszy klub piłkarski. 

Miasto dotknięte jest zniszczeniami w okresie międzywojennym, dochodzi do strajków społeczności chłopskiej i przemysłowej, traci prawa miejskie. To tu rozwija się działalność partyzancka obejmująca również oddziały AK. Dzięki wyzwoleniu z rąk niemieckiego okupanta przez radzieckie  oddziały, miasto  stawia  w Parku Miejskim Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej. Mimo budowy wielkiego  blokowiska w latach 60-tych oraz kontynuacją rozbudowy osiedli  mieszkalnych i terenów  przemysłowych w latach 70-tych,  pominięto modernizację linii kolejowej do Limanowej.

W 1999 r. zyskuje miano miasta powiatowego a w 2004 r. otrzymuje nagrodę za najlepsze w Polsce wykorzystanie funduszy unijnych w kategorii miast do 40 tyś. mieszkańców. Niestety nadal cierpi z powodu niedogodnego  połączenia  drogowego  z innymi miastami, w tym praktycznie braku kolejowego. A szkoda…

WYCIECZKA POD KRZYŻ W LIMANOWEJ

To, co rzuca się w oko praktycznie z każdego punktu wokół miasta to górujący nad nią Krzyż Milenijny na Miejskiej Górze (716 m n.p.m), podświetlany nocą. Jest to rekordowa wysokość krzyża w Polsce.  Postanawiamy  się na nią wdrapać, zostawiając samochód koło placu zabaw przy ulicy Kasprowicza. Jako że to nasz dzień powrotu do domu, obieramy krótszą, lecz bardziej stromą trasę, idąc szlakiem niebieskim. Droga wiedzie stromo do góry, wyżłobionym jakby korycie usłanym kamieniami i liśćmi. Otacza nas las. Gdy docieramy do rozstaju dróg, trzeba nadal iść prosto, trzymając się niebieskiego szlaku. Można ewentualnie poszukać tabliczki z napisem “Chłopska Góra”. My, nie spoglądając na mapę miasta odbijamy nieświadomie żółtym szlakiem przez las, który okazuje się nie lada wyczynem. To miał być miejski trekking, a wycisnął z nas poty. Na szczęście w porę zwróciliśmy i  odnaleźliśmy stosowne oznaczenia. Wśród złocistych, jesiennych pejzaży wyłonił się i on - srebrny, metalowy krzyż. Na polanie, z widokiem na miasto i góry (a nawet widoczne w słońcu Tatry), rozkładamy się na szybką przekąskę. Delektujemy się krajobrazami z platformy widokowej pod krzyżem. 

Z Miejskiej Góry możemy wracać dłuższym, czerwonym szlakiem, po którym wiedzie również Droga Krzyżowa. Jest podobno łagodniejsza i sprzyja spokojniejszemu spacerowi, lecz dłuższa. Po drodze napotkamy na Amfiteatr Leśny.  

Opuszczamy Limanową oraz okolice Gorców zachwyceni miejscami oraz cudowną, ciepłą, polską jesienią. 

Fot. Limanowa oraz trekking na Miejską Górę (2021).

9 komentarzy

  • Asia
    Asia niedziela, 14 listopad 2021

    Też mi się podobały:)

  • Kasia z bloga Kasai.eu podróże w sieci
    Kasia z bloga Kasai.eu podróże w sieci niedziela, 14 listopad 2021

    Gorce jesienią najpiękniejsze!

  • Asia
    Asia piątek, 12 listopad 2021

    Haha Wojtek, zajechane pewnie miałeś na myśli:) oj, były były.. dzięki!

  • Wojtek
    Wojtek piątek, 12 listopad 2021

    Ooo, zaiste górki są to zaj... znaczy się widokowe bardzo ;p rzadko bywam bo i daleko, ale zawsze wrażenia niezapomniane, co widzę i u was :)

  • Asia
    Asia wtorek, 09 listopad 2021

    Cieszy to nas bardzo Renia i Mikołaj:)

  • Renia i Mikołaj - Przekraczając Granice
    Renia i Mikołaj - Przekraczając Granice wtorek, 09 listopad 2021

    Piękne okolice. Trochę zazdrościmy pogody ;) Dawno już nie byliśmy na szlaku i jak patrzymy na te zdjęcia, to nogi aż rwą się nam do butów trekkingowych.

  • Asia
    Asia poniedziałek, 08 listopad 2021

    Myślę, że pogoda dużo pomaga (lub przeszkadza) w ogólnym odbiorze miejsca, a jeśli notorycznie trafia się nieciekawa, to i wspomnienia pozostają nieciekawe.. ja przyznam, że takiego "wybuchu jesieni" dawno nigdzie nie widziałam, stąd też mój odbiór jest bardzo pozytywny. A i góry potrafią dać w kość, fakt:)

  • Olka
    Olka poniedziałek, 08 listopad 2021

    Gorce to bardzo przyjemne pagórki, które choć niepozorne, to czasami potrafią mocno dać w kość. ;)

  • fOTO podróże BPE
    fOTO podróże BPE poniedziałek, 08 listopad 2021

    Pod krzyżem w Limanowej byliśmy jak tylko go wybudowali ( czyli prawie 25 lat temu ) . W Gorce też wracaliśmy wielokrotnie, ale nie mamy do nich szczęścia pogodowego i jakoś tak nie darzymy tych gór sentymentem

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.