czyli tajska zupa kokosowa.
To danie podbiło moje serce po pobycie w Tajlandii na tyle, że wiedziałam, że po powrocie do kraju będę musiała ją regularnie spożywać. Tak aromatycznej, świeżej, przepysznej a właściwie idealnej zupy nie jadłam nigdy w życiu. A zakładając, że nie przepadam za zupami, ta ocena dla mnie jest bardzo wysoka:).
W Tajlandii serowana jest z owocami morza lub mięsem (zazwyczaj drobiowym), ale można ą również przygotować w wersji wegetariańskiej, nie dodając mięsa, a zastępując jego brak dodatkową porcją warzyw czy np. tofu.
Składniki (na 2 duże porcje lub 3 mniejsze):
- puszka mleka kokosowego
- cebula
- pół pęczka kolendry
- 7 liści kafiru
- 3 łodygi trawy cytrynowej (można użyć gotowej miazgi częściej sprzedawanej w większych sklepach, ok. 2 łyżeczek)
- 4 cm świeżego imbiru
- 1/2 papryczki chili lub odrobina chilli w proszku (można samemu dawkować ostrość, by mieć potem przyjemność z jedzenia)
- 2 ząbki czosnku
- 1/2 łyżki cukru trzcinowego
- szklanka wody
- 2 łyżki sosu rybnego lub sosu sojowego (często dodaję jednego i drugiego i zazwyczaj więcej, by uzyskać odpowiedni smak)
- pół limonki
Do zupy można dodać:
- pęczek szparagów
- garść groszku cukrowego
- plasterki świeżego chili, ćwiartki limonki
- opcjonalnie: boczniaki lub pieczarki, cukinię, pomidorki koktajowe (dodane na koniec gotowania zupy), tofu
Danie podajemy z ryżem serwowanym w oddzielnej miseczce.
Wykonanie:
Cebulę pokroić w pióra, imbir, czosnek i chili pokroić w plasterki, trawie cytrynowej zmiażdżyć nożem bulwiastą końcówkę i przeciąć na pół wzdłuż. Liście kolendry oderwać od łodyżek i przesypać do miseczki - do wywaru używamy tylko łodygi, liśćmi posypiemy gotową zupę.
Wszystkie składniki oprócz wody, sosu sojowego i limonki, włożyć do dużego garnka, zalać mlekiem kokosowym i przykryć pokrywką. Gotować na niedużym ogniu przez 15 minut. W międzyczasie przygotować wybrane warzywa (bez pomidorków). Ja dolewam wodę i gotuję na tym wywarze owe warzywa ok. 3-4 minut. Zupę można odcedzić i sam wywar z wybranymi warzywami serwować na talerzu.
W Tajlandii zazwyczaj dostawaliśy talerz fest ze wszystkimi składnikami, więc to co się ciężko jadło (np. trawę cytrynową), po prostu wyjmowało się z buzi:). Na koniec zupę doprawić sosem rybnym lub/i sojowym oraz dodać sok wyciśnięty z limonki. W miseczkach ułożyć przygotowane warzywa, zalać gorącym wywarem i podawać z liśćmi kolendry, plasterkami chili i ćwiartkami limonki.
Jeśli gotujemy wersję z mięsem, to w przypadku piersi kurczaka - ugotować ją pokrojoną w kostkę na lekko osolonej wodzie i na koniec dodać do gotującej się zupy. W przypadku krewetek tygrysich, lekko je podgotować wcześniej (jak w przypadku kurczaka), lub na ostatnią minutę wrzucić do gotującej się zupy. Krewetki nie powinny się rozpadać.
W sklepach gotowe są "paćki" gotowych dań, które również sprawdziłam z ciekawości. Minus jest przede wszystkim taki, że są one bardzo ostre dla nie przyzywczajonych kubków smakowych i ta ostrość może być nie do przeskoczenia. Ciężko ją kontrolować. Mimo, że na początku wydatek związany z zakupem tych egzotycznych produktów może się wydawać zbyt wysoki, to może się okazać, że nie jest aż tak wysoki, bo starczy na parę gotowań a sosy, liście kafiru czy chilli w proszku starczą na jeszcze dłużej i do innych potraw.
Liczę, że staniecie się takimi samymi fanami tego dania jak i ja:). Smacznego!
PS. Korzystałam z własnego smaku w miksie z przepisem ze strony www.jadlonomia.com