Gdy na stole, tuż przede mną, postawiono talerz z – dziwnie dla mnie brzmiącą nazwą – ceviche, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Wiedziałam tylko, że zamówiłam coś z owocami morza i miałam pewność, że będzie świeże i powinno mi smakować. Nie zdawałam sobie sprawy, że przyjdzie mi skosztować potrawy z surowizną i że nie zapomnę jej już nigdy. Myślę, że przypadłaby do gustu fanom sushi, lecz ta przystawka należy do dość ostrych. Chilli jest tu jednak użyte z umiarem.
Składniki (na 2 osoby):
- ok. 300 g fileta z białej morskiej ryby lub wybrane owoce morza (najlepiej surowe lub rozmrożone)
- 1 średnia czerwona cebula
- 1-2 ząbki posiekanego (przeciśniętego przez praskę) czosnku
- połowa papryczki chili, jalapeño lub w proszku (płatkach)
- 1/4 szklanki soku z limonki
- pół pęczka kolendry
- sól, pieprz
- liście sałaty
Wykonanie:
Filet z ryby pociąć poprzecznie w plastry o grubości około 1,5 cm, a następnie na małe kawałki, około 1 cm. Owoce morza, jeśli nie są zbyt duże, pozostawiamy nienaruszone. Cebulę pokroić w bardzo cienkie paski (piórka), rozdzielić i umieścić w pojemniku z wodą i solą na 5 minut. Drobno pociąć papryczkę, usunąć nasiona. Wycisnąć sok z limonki i przecedzić.
W szklanym naczyniu umieszczamy odsączoną rybę (i/lub owoce morza). Dodajemy sok z limonki, tak, by ryba była w nim równo namoczona. Do tego dodajemy odsączoną z wody cebulę, papryczkę i czosnek. Całość wymieszać i odstawić pod przykryciem na co najmniej 20 minut przed podaniem. Na talerzu posypujemy kolendrą.
Potrawę serwuje się w Ameryce Południowej na liściu sałaty, często w akompaniamencie ugotowanego batatu czy juki.