O tej górze wcześniej nie wiedzieliśmy nic, ale na wiszącym na ścianie hostelu w Pingyao plakacie ze zdjęciami tej góry oko od razu się zatrzymało.
Nastały na szczęście lepsze dni i my również staraliśmy się wierzyć w tego jednorazowego pecha, z którego powoli wychodzimy na prostą. Po deszczowym okresie, do których w Chinach nie przywykliśmy, nastał piękny słoneczny dzień dając nadzieję tej podróży i naszemu pozytywniejszemu nastawieniu. Jednak to podwyższone uczucie troski o dziecko nie malało.
Gdy zamówiony przez pomoc turystyczną ze stacji w Pingyao taksówkarz dowiózł nas za bramy otoczonego murem starego miasta, oniemieliśmy z zachwytu. Widzieliśmy zdjęcia hostelu niczym ze starych filmów chińskich, przedstawiających murowane chatki z jaskrawo czerwonymi dachówkami domów, kamieniste wąskie alejki, bordowe rozświetlone lampiony, soczyste rośliny w donicach porastające ganki.
A właściwie o trzech lisach. Minęły już prawie 2 miesiące naszej podróży i muszę przyznać, że większość czasu w drodze spędziliśmy właśnie w kolei. O ile tą transsyberyjską wiodącą wzdłuż Rosji opisałam, wydaje mi się, całkiem dokładnie a i w Mongolii mieliśmy okazję jechać standardem międzynarodowym i lokalnym (które, tak dla przypomnienia, poza ceną nie różniły się zbytnio jakością od siebie), tak po stronie chińskiej nie ma dla niej konkurencji.