W Dalian nie gonił nas czas, mogliśmy leniwie poddawać się błogości i nic-nie-robieniu. Podobało się, chociaż czasami człowieka ogarniało zdziwienie, że dookoła nic nie wzywa, nie każe biec i zwiedzać, zaliczać kolejnych turystycznych konieczności.
Gdy już znaleźliśmy się w 50-metrowym apartamencie z łazienką, kuchnią i sypialnią połączoną z małą częścią jadalną, z przyjemnością odetchnęliśmy z ulgą.
Na pożegnanie z Pekinem, tuż przed pierwszą podróżą szybką koleją chińską, zafundowaliśmy sobie atrakcję pod postacią kaczki po pekińsku. W Chinach kaczkę można zjeść w wielu miejscach, ale nigdzie (podobno) nie smakuje tak dobrze jak w stolicy.
Godziny w Pekinie uciekały a ilość atrakcji nie malała. Kolejny w planie był Summer Palace (Pałac Letni). Podniosłam sobie poprzeczkę i na cały dzień postanowiłam wybrać się tam sama z Julem.