Ze wszystkich miejsc widzianych w Macedonii Północnej, Mavrovo zasługuje na szczególną uwagę a aktywne atrakcje, jakich dostarcza mogą sprawić, iż spędzony tu czas będzie uznany za jeden z ciekawszych wakacyjnych doświadczeń.
W Kazimierzu nie byłam już 10 lat, ale miło wspominałam rodzinne wyjazdy do tej, oddalonej od naszego domu o 2 godziny drogi miejscowości nad Wisłą. Julek nie był tam jednak nigdy. O Bałtowie natomiast słyszałam nie raz, ale zawsze w weekend wypadało coś ciekawszego, co nie pozwalało zebrać się w 3 minuty do podróży typowej pod dziecko.
To, że podróżowanie poszerza horyzonty, uczy nowych kultur, zachowań, pozwala na własne oczy zobaczyć odmienność świata, poczuć bryzę morza z innego kontynentu, chłód zimy na innej półkuli, porównać kolor skóry drugiego człowieka, odmienną tonację języka, charakter ludzki typowy dla danego regionu, wiemy wszyscy.
Krzysiek o kolei marzył od zawsze, bo kojarzyła mu się z niepowtarzalnym klimatem rozmów, biesiady i muzyki rosyjskiej zakrapianej wódką i dobrą zabawą. Towarzyszyły temu nietypowe widoki zza okna wolno sunącego się pociągu, którego celem zawsze była bezkresna Syberia.
Nocleg w pociągu relacji Warszawa-Moskwa był komfortowy, choć podzielony na sen z lub bez Julka. Mogliśmy zaoszczędzić na bilecie, śpiąc z maluchem na jednej pryczy a do szerokich one nie należały. To spowodowało, że mimo wszystko dojechaliśmy do Moskwy przetrąceni.