Od zapachu jedzenia unoszącego się w powietrzu kiszki grały marsza, a swojskie knajpki zachęcały do degustacji. W Polsce zdradliwie wyglądające tekturowe budy zainteresowałyby z pewnością sanepid, a nas taka niepewność dodatkowo nakręcała.
Podczas gdy polskie rodziny szykowały się z wielkanocnymi święconkami do kościoła, my wyjątkowo odczuwaliśmy samotność i tęsknotę za naszymi bliskimi. Ten rodzinny czas przyszło nam spędzić w Salcie, na wyjątkowo ciepłej o tej porze roku północy Argentyny.
Czy Buenos w ogóle śpi? To pytanie zadawałam sobie każdego dnia spędzonego w gorącej stolicy Argentyny. Wydawało się, że tu może zdarzyć się wszystko. Nie wiedziałeś, co spotka cię dziś, jutro i za dwa dni. Miało się pewność, że za każdym razem miasto na pewno zadziwi i zaskoczy.
Kontynuacji „autobusowych” nieprzyjemności ciąg dalszy. Zimno, głodno i żadnych przystanków po drodze. Dobrze, że chociaż wiedzieliśmy, gdzie zmierzać w poszukiwaniu noclegu w Buenos Aires.