... po latach. Czy taki wyjazd naprawdę może być ciekawy?
Negombo to dla wielu podróżników pierwsze zetknięcie ze Sri Lanką. Blisko lotniska, nad oceanem, bez presji intensywnego zwiedzania.
Przyjemnie nasyceni kolacją w Wadi Musa wsiedliśmy w wesołego busa - kierunek Wadi Rum. Ponownie przemierzaliśmy jordańskie kilometry nocą, niewiele widząc poza oświetloną drogą.
Podróż po tym, jakże egzotycznym dla Europejczyka, kraju musiała być skrupulatnie przygotowana z wyprzedzeniem. Tym bardziej, że na jej eksplorację, wraz z grupą pozostałych 6-ciu osób, mieliśmy jedynie 3 dni.
W lutym otrzymałam propozycję marcowego wylotu do Jordanii na 3 dni. Niedrogie bilety, pierwszy raz nie przyłożyłam się do organizacji podróży, nie traciłam zbyt wiele cennych dni urlopowych. Czy mogło być piękniej?
Z Koh Phangan było na wyciągniecie ręki i aż grzech było nie skorzystać z możliwości, by zobaczyć te kilkadziesiąt sztuk wysepek rozsianych koło siebie i oferujących dużo ponad piękne widoki.
Znaleźliśmy się na północy Koh Phangan, a nasz bungalow mieścił się tuż obok Haad Yao, bardzo miejskiej choć oczywiście przyjemnej plaży. To właśnie przy niej znajdywał się nasz ulubiony 7eleven, który był najlepiej wyposażonym sklepem i jednym z nielicznych w okolicy.
Do Tajlandii można by wracać co roku i co roku wynajdywać na niej turystyczne bądź mniej turystyczne perełki, eksplorować od zera bądź zgłębiać tajniki ulubionych miejsc, atrakcji turystycznych, kuchni tajskiej czy sportu tj. muay thai.
Wyspa starała się uatrakcyjnić czas swoich gości na różne sposoby. I poza tymi wymienionymi były: kursy nurkowania, gotowania (oczywiście nauka tajskiej kuchni), popularnego tajskiego boksu "muay thai" (a przynajmniej spróbowania swych sił na ringu Reggae Baru w centrum wyspy podczas zakrapianych alkoholem wieczorów), lotów na spadochronie ciągniętym przez szybką motorówkę, kajakingu, snorkelingu bądź organizowanych wycieczek połączonych z poznaniem wyspy jak i jej pobliskich mniejszych sąsiadów.