Mimo późnego popołudnia żar lał się z nieba a okolica wydawała się być wtopiona w rozpaloną piaskowo-ceglastą pustynię.
Jednym słowem - popularne mongolskie pierożki (właściwie słów wyszło trzy:).
Sen na wysokości nie należał do najlepszych przeżyć. Mimo zmęczenia oczy nie chciały się zamykać. Znowu pojawił się tępy ból głowy w akompaniamencie zatkanego nosa. Wszystko utrudniało wypoczynek a ja odnosiłam wrażenie, że po pięciu minutach od podjętych prób zaśnięcia, urządzono nam pobudkę.
Otępiający ból głowy. Znowu. Stawałam się coraz bardziej osłabiona i zakatarzona. Nie wiedziałam, czy to przeziębienie, czy w nosie nadal zalega mi ten wszechobecny boliwijski kurz. Nie przyszło mi do głowy, że tak mogłaby objawiać się „choroba wysokościowa”.
Z niewzruszoną miną, odziany w służbowy mundur, celnik przeglądał starą księgę z istotnymi informacjami. Szukał na liście Polski i danych wizowych. Palec zatrzymał się na wybrudzonym papierze, zamknął z hukiem informator, i równie bezemocjonalnie wbił nam w paszportach wizę. O nic nie pytał.
Ze względu na duże zróżnicowanie geograficzne (ułożenie wzdłuż najdłuższego pasma górskiego na świecie – Andów oraz stykiem z zachodu z Oceanem Spokojnym) a także fakt, iż Chile jest również najdłuższym krajem globu, „przenika” je kilka stref klimatycznych. Te uwarunkowania w miksie z napływami kuchni rdzennych Indian, imigracji ludzi z całego świata oraz dominacji smaków hiszpańskich, stworzyły niepowtarzalną kuchnię chilijską.
„Chilijski hot-dog” (1-2 sztuki na osobę)
Spotkałam się z różnym nazewnictwem, a nawet odmianami completo, typu: włoski, niemiecki, turecki a nawet typowy dla „gringo”;).
Od zapachu jedzenia unoszącego się w powietrzu kiszki grały marsza, a swojskie knajpki zachęcały do degustacji. W Polsce zdradliwie wyglądające tekturowe budy zainteresowałyby z pewnością sanepid, a nas taka niepewność dodatkowo nakręcała.
Podczas gdy polskie rodziny szykowały się z wielkanocnymi święconkami do kościoła, my wyjątkowo odczuwaliśmy samotność i tęsknotę za naszymi bliskimi. Ten rodzinny czas przyszło nam spędzić w Salcie, na wyjątkowo ciepłej o tej porze roku północy Argentyny.