Odkąd wjechaliśmy w Bałkany, dawkowaliśmy sobie przeróżne przyrodnicze i kulturalne atrakcje danego regionu.
To deser, który rozpalił moje podniebienie do czerwoności, tak niesamowicie pyszny się okazał.
Gdy pogoda utrudnia zdobywanie wyższych partii Tatr, nie pozwala nam na to kondycja fizyczna, lubimy przechadzać się po szlakach górskich bardziej rekreacyjnie, bądź towarzyszą nam mniejsze dzieci czy seniorzy, warto - będąc już wśród tych niesamowitych szczytów - wybrać sobie trochę mniej wymagające szlaki.
W końcu padł pomysł zdobycia Giewontu w babskim gronie. Sama do tej pory nie miałam okazji się tam wdrapać, ale ten pomysł wczesną jesienią 2021 bardzo przypadł mi do gustu.
Niesamowity słowiański kraj łączący zachód ze wschodem Europy, pełen osmańskiej i austriacko-węgierskiej historii. Wielu kojarzy się z wojną domową lat 90-tych, po której pozostałości nadal zobaczyć można na ulicach miast BiH (Sarajewa czy Mostaru).
Słynny Stari Most w Mostarze widziałam chyba na setkach zdjęć na długo przed tym, jak pojawiliśmy się w tym największym mieście Hercegowiny.
“Będziecie w Bośni? To koniecznie musicie zajechać do Sarajewa” - usłyszałam od paru osób jeszcze w trakcie planowania podróży po Bałkanach.
Tegoroczna jesień nie oszczędziła nam wybuchu soczystych, złotych kolorów, a temperatura powietrza ponownie pozwoliła poczuć choć odrobinę lata (czy wiosny).
Już od początku naszej dwumiesięcznej podróży z juniorem, staraliśmy się ją ograniczać do krótszych przejazdów między jednym a drugim punktem na mapie. Żadne z nas nie przepadało za godzinami spędzonymi w aucie.
Zmierzaliśmy ze Słowenii ku północy Bośni i Hercegowiny. Czuliśmy dodatkowe podekscytowanie na myśl, że wjeżdżamy do tej mniej popularnej wśród turystów destynacji.