Pozostawało nam coraz mniej czasu na powrót do domu. Jako że ostatni “zwiedzający” czas przeznaczyliśmy na Budapeszt, nie chcieliśmy na siłę wyszukiwać węgierskich atrakcji po drodze, więc tuż przy granicy serbsko-węgierskiej zdecydowaliśmy się na dwie noce w, słynącej z niesamowitej secesyjnej architektury, Subotice.
1. SECESYJNA SUBOTICA & NOCLEG
Subotica to największe miasto przy granicy z Węgrami i może poszczycić się niebanalną architekturą widzianą na każdym kroku, głównie w jej centralnej części. Nie spodziewaliśmy się jednak, że aż tak przypadnie nam do gustu, a artystyczne dzieła będziemy podziwiać nawet podczas zwykłego spaceru po mieście.
Chcieliśmy być jak najbliżej centrum, by nigdzie nie podjeżdżać autem. Zdecydowaliśmy się na apartament Kolar ukryty w podwórku otoczonym kamienicami. Na początku ciężko było miejsce zlokalizować. Właścicielka lokum opłaciła nam parking (płatny tylko online i cały czas w tym mieście, poza niedzielami) i zaprowadziła do środka.
Mieszkanie, na oko 60-metrowe, to również istna sztuka. Dekoracyjne, klasyczne meble, obrazy na ścianach, wysokie sufity, podłużna kuchnia będąca jednocześnie korytarzem prowadzącym do łazienki i ogromne okna wychodzące na podwórko. Byliśmy zauroczeni.
CO ZOBACZYĆ W SUBOTICE?
Pałac Rodziny Ferenc Raichle to pierwszy obiekt, na który się natknęliśmy od strony ulicym, na której stało nasze auto. To jedna z piękniejszych budowli miasta. Kwieciste ornamenty, łuki, kolorowe kopuły, zdobienia. Nie zdziwiło mnie, iż obecnie budynek został zaadaptowany na Galerię Sztuki Nowoczesnej.
Ratusz Miejski widać już z oddali, docierając deptakiem jedną z wielu uliczek kończących się na placu Teatru Narodowego (kolejnej niesamowitej budowli). Ratusz, ze swą ceglastą czerwienią, złotymi mozaikowymi zdobieniami na wzór obrazów, mniejszymi wieżyczkami i wieżą zegarową, dumnie wyznacza środek dzielnicy Centar II. Mieszczą się w nim: butiki, sklepy, administracja miasta i bank. To symbol Sybotici.
Synagoga jest uznana za najpiękniejszą w Europie. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Delektowaliśmy się jej, równie ceglastymi, odcieniami, zza ogrodzenia. Zwiedzanie jej wnętrz bez wcześniejszego umówienia się nie wchodziło w grę.
Pozostałe architektoniczne perełki miasta to: Bank Oszczędnościowy tuż przy naszym apartamencie, czy Miejska Kamienica - Pałac (tuż przy placu z podświetlaną fontanną). W dniu spacerowania po mieście odbywał się jarmark. Na ulicach było wielu gapiów, Ratusz otoczony był kramikami z ręcznymi artystycznymi wyrobami. Pozostałe ulice, zalesione starodrzewiem ukrywały kolejne piękne kamienice, stare sklepy z duszą. Subotica miała ten nieopisany klimat.
Tuż niedaleko znajduje się Jezioro Palić, otaczający go park, ZOO a nawet aquapark. Ja jednak postanowiłam najmłodszemu z Lisów zafundować niespodziewaną, różową atrakcję dnia następnego.
2. TERMY PAĆIR, CZYLI RÓŻOWE ŹRÓDŁA
Najpierw wypatrzyłam je przypadkiem w internecie i ten nienaturalny róż bardzo mnie zaintrygował. Wyczytane informacje o naturalnym podłożu tego koloru (mikroalgi, które w okresie wakacyjnym, ciepłym przybierają taki odcień) oraz zdrowotnych właściwościach (szczególnie dla osób chorobami reumatycznymi, czy skóry) zachęciły to samodzielnej eksploracji. A że przy Julku nie mogliśmy sobie w wakacje (tym bardziej w upale) odpuścić dnia bez kąpieli, uznałam, że ta atrakcja, bardzo nietypowa przez kolor, bardzo wszystkich ucieszy.
30-kilometrowy odcinek pokonaliśmy bez większego problemu, choć z GPS-em. Bez niego nie byłoby to możliwe. Okazało się bowiem, że miejsce nie było tu za bardzo znane, w żaden sposób niereklamowane, a i w miejscowości Paćir jakby ukryte gdzieś w oddali od głównej drogi.
W końcu dotarliśmy do “zamkowego” spa, gdzie zaparkowaliśmy za darmo auto a za naszą trójkę zapłaciliśmy 1000 serbskich dinarów na cały dzień (czyli ok. 40 zł). Ku naszym oczom wyrósł skalnik z kwiatami a w tle ujrzeliśmy fioletowo-różowe bajoro obsypane czarnymi kamykami. Dopatrzyliśmy się prysznicy, przebieralni, części zamkniętej spa (które w tym momencie było zamknięte), baru (z przekąskami i słynnym węgierskim langoszem - drożdżową bułką z twarożkiem i startym, żółtym serem) oraz leżaków i siedzisk pod wiatą czy parasolami.
Zajęliśmy miejsce pod parasolem z własnymi ręcznikami i prowiantem oraz zaintrygowani ruszyliśmy do wody. Ta lekko pachniała siarką i wyczuwalna była jakby tłustawa jej powłoka. Była zdecydowanie ciepła (ok. 36 stopni), co wydawało się chłodziło nas i tak, bo piękna pogoda w te wakacje nas nie opuszczała. Trzymaliśmy się zaleconych 20 minut w wodzie z przerwą na kolejną kąpiel. Skoro leczyła, to mogła też zaszkodzić. Otaczaliśmy się seniorami, ale zupełnie to nam nie przeszkadzało. Róż wody był tak wyjątkowy, że powodował w nas dużo radości.
Żałowaliśmy, że nikt nie przekazał nam żadnych konspektów o właściwościach leczniczych wód. Jedynie z polskiego bloga pamiętałam, iż termy pełne były: siarki, boru, litu oraz mikroalg.
Na koniec pobytu skonsumowaliśmy słynnego langosza i wróciliśmy do Subotiki na zakupy pamiątkowe i ostatnie chwile w Serbii.
Fot. Subotica, 2021.
Fot. Subotica, cz. 2 & Termy Paćir.
Kolejnego dnia ruszaliśmy na Węgry, do Budapesztu. Zbliżały się moje urodziny, więc przystałam na pomysł Lisa, by uczcić je za wczasu w jakimś budapesztańskim spa.
